|
|
| Wyświetlono wypowiedzi znalezione dla hasła: uzależnienie od jedzenia |
|
|
| Brzechwa antypatriotą ? | |
niektóre bajeczki z TVP1 niech wycofaja. No Uszatka - nie odmawia paciorka przed udaniem się na spoczynek,nigdy nie przystąpił do komunii świętej. Prosiaczek - to z kolei uosobienie obżarstwa, zarówno pod względem fizycznym (otyłość) jak i psychicznym(uzależnienie od jedzenia) każde jego pojawienie się oznacza, że będzie mowa o ciasteczkach cioci Chrum-Chrum.Analfabeta do tego głąb bo liczyć nie umie(połowa dla puchatka to 8 baryłek miodu na 10 baryłek w sumie) a co z Sienkiewiczem? W Ogniem i Mieczem opisał dwie przegrane bitwy Antygona, w tym utworze syn bzyknął się z matką Faraon miał dwie kochanki | |
| małe pytanie | |
Zdaję sobie sprawę z tego że już do końca moich dni będę żarłokiem . Pozwolę sobie nie zaakceptować tego stwierdzenia w stosunku do mnie. Zaraz wyjaśnię dlaczego. Byłam kiedyś palaczką. Nie palę już nie pamiętam ile lat (nie chce mi się liczyć, ale na pewno bardzo dużo). W tej chwili nie czuję się i nie nazywam siebie palaczką mimo, że paliłam lat kilkanaście i do 2 paczek papierosów dziennie. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie mnie innej niż odpalającej jednego papierosa od drugiego. Prawda o mnie jest taka, że kiedyś paliłam papierosy a teraz nie palę. Nie czuję pociągu do nich, jednocześnie mam świadomość, że rzuciłam palenie na zawsze. Gdybym kiedyś w jakiejś chwili słabości nie daj Boże zapaliła papierosa, to jest duże prawdopodobieństwo, że zaczęłabym palić na nowo. Czy to wszystko oznacza, że jestem teraz palaczką? Nie. Tak samo chcę traktować moje uzależnienie od jedzenia słodyczy. Nie chcę, żeby określenie "Żarłok" rozgościło się w mojej głowie (ktoś mnie przekierował na takie myślenie i jestem mu za to wdzięczna). Nie chcę utrwalać w myślach takiego obrazu siebie. Nie unikam też konfrontacji z moim nałogiem. Dlatego teraz myślę i mówię, że mam tendencje do uzależniania się od substancji bądź czynności, które powodują, że moje samopoczucie poprawia się.Chcę przestawić moje myślenie o sobie na inne tory. Chcę myśleć o sobie opisowo, bo to pomaga mi w zdrowieniu. Chcę wreszcie nauczyć się żyć w taki sposób, bym mogła być elastyczna i dobierać różne rodzaje zachowania do różnych życiowych sytuacji i z tego czerpać satysfakcję. Pozdrawiam | |
| nazwy produktow | |
Ja czuję szczególną bliskość z ludźmi (czy to w realu, czy tu) którzy rozumieją, że jestem chronicznie chora na uzależnienie od jedzenia i starają się unikać "bodźcowania" mnie niekorzystnymi dla mnie bodźcami. Nazwy apetycznych pokarmów kierują moją uwagę na te pokarmy. Zaczynam o nich myśleć, niejako bezwiednie "przymierzać się" do nich. Przypominam sobie smaki, których często od dawna unikam, nie mam ich w lodówce, nie patrzę na nie w sklepie. A tu, na Forum Anonimowych Żarloków, są. Mówię wyłącznie we własnym imieniu. Wierzę, że są i tacy żarłocy, którym rozmowa o daniach, smakach, potrawach i ucztach "nie robi". Mnie "robi" do tego stopnia, że zaczęlam zastanawiać się, czy to Forum jest dla mnie. Od dawna konsekwentnie występuję i proszę o to, żeby tych nazw - poza wątkiem "zapalniki" nie wymieniać. Nie mogę zrobić nic więcej. Więc proszę o to jeszcze raz. | |
| nazwy produktow | |
Na początku bardzo trudno było mi napisać cokolwiek, żeby obejść się bez nazewnictwa potraw Moje poczatki pracy nad własnym uzależnieniem od jedzenia charakteryzowała wielka koncentracja na produktach, które mogę lub nie mogę jeść, na posiłkach i obyczajach towarzyskich. Z czasem stawało się dla mnie coraz ważniejsze koncentrowanie się na emocjach, radzeniu sobie z trudnymi sytuacjami i na tych wszystkich moich deficytach, na podłożu których moje uzależnienie od jedzenia rozwinęło się przez lata. Abstynencja bywa dla mnie trudna, dlatego wciąż muszę pamietać o tym, co jest podstawą godnego życia: o zachowywaniu planu żywienia. Traktuję abstynowanie jako absolutną postawę. Wiem ile kosztuje jej załamanie. Wiem, że złamanie abstynencji nie zaczyna się gdy wyciągam rękę po zapalnik, ono zaczyna się o wiele wcześniej, przygotowują je chore myśli pojawiajace się gdy nie potrafię rozwiązać jakichś problemów, a to rodzi tęsknoty do pokarmów, którymi koiłam swoje smutki. Jestem mocno niedoskonała i wielu problemów nie potrafie jeszcze rozwiązywać. Dlatego nadal czuję się niekiedy zupełnie bezbronna wobec wszechobecnej podaży bodźców (nazw, zapachów, wspomnień smaku itd). | |
| Co się dzieje?? | |
Chciałabym troszkę nawiązać do wątku, iż wiele z nas (lub wielu) wcześniej przechodziło miesiące/lata niejedzenia (anoreksja, bulimia). U mnie to było tak: zachowania anorektyczne, kompulsywne jedzenie, zachowania bulimiczne, uzależnienie od jedzenia - samana to "pracowałam" | |
| jaki jest sens bycia w AŻ? | |
Im dłużej jestem w AŻ, tym jestem pewniejsza, że to moje miejsce. Moje uzależnienie od jedzenia to taka choroba, z której wychodzę jakąś dziwaczną spiralą. Muszę wielokrotnie przerabiać te same treści, ale za każdym razem jakby na innym stopniu wtajemniczenia. Wielokrotnie pracowałam nad planem jedzenia. Wielokrotnie rozważałam znaczenie pełnienia służb w AŻ. Coraz szerzej widzę swoje problemy (wady, trudności, deficyty) i mogę uczyć się radzić sobie z nimi. W AŻ dojrzewam do upragnionych zachowań, które dawniej wydawały mi się niemożliwe. Tu zmieniają się moje przekonania blokujące rozwój. Tu trzymam pion po wpadkach. Tu mam bratnie dusze. Tu wypowiadam bez lęku radość, smutek, bezsilność, wdzięczność, wątpliwości. Myślę, że to bardzo dużo. Bardzo. | |
| Brak mi sił..... | |
Hej, Divine i Magda01, jestem z Wami! Pamiętam, że jak zaczęłam abstynencję to po równi bałam się i chciałam, żeby nie doszło do kolejnego wieczornego buszowania w lodówce. Bardzo chciałam! Miijał dzień za dniem, a ja pomagałam sobie opisując to co się ze mną dzieje, mi. in prowadziłam dzienniczek uczuć oraz przywoływałam wiadomości o istocie uzależnienia. Bardzo chciałam wreszcie zrozumieć co mi jest, a kiedy sobie poukładałam, że mam skłonność do otyłości i uzależnienie od jedzenia jednocześnie, to się uspokoiłam, bo stało się dla mnie jasne, że: - nie jestem winna temu, że jestem chora - muszę przede wszystkim nauczyć się żyć bez ataków kompulsywnego żarcia, w przeciwnym razie żadne schudnięcie nie ma prawa być trwałe. Bałam się natomiast że nie wytrzymam i że jak tyle razy "coś" będzie silniejsze, znów wbrew postanowieniom zacznę żreć i płakać i myśleć o sobie okropne rzeczy. Ale dni mijały. Ja zajmowałam się pilnie przyglądaniem sie sobie i praktykowaniem abstynencji i któregoś dnia pomyślałam, że przecież NIE MUSZĘ sie obżerać, Dowód: nie robię tego i jakoś żyję. Stopniowo odzyskiwałam szacunek do siebie, zaczęłam sobie ufać. No, nie do końca, bo pamiętam, że choroba jest podstępna i ode mnie silniejsza. Między innymi dlatego tak często jestem na Forum, żeby wciąż o niej pamiętać, uczyć się, przemyśliwać. I jeszcze chcę bardzo podkreślić jak ważne jest dla mnie AŻ, mityngi, program. Doznaję ogromnego wsparcia od kolegów z AŻ. Aktualnie pracuję nad III krokiem. Pozdrawiam! | |
| znowu jedzenie wygrało | |
litvinka, wiekszosc z tych zdan okreslilam jako podstepne slogany mojego nalogu. 1.Gdyby nie tycie - problem by nie istnial (przez pewien czas tak myslalam - obecnie mam juz wage bliska prawidlowej a nadal widze problem a nawet dostrzegam go coraz wyrazniej). 2. Uzaleznienie od jedzenia jest blahe wobec alkoholizmu czy narkomanii - tak, przed podjeciem uczciwego rozrachunku z zachowaniami zwiazanymi z jedzeniem tak wlasnie myslalam a najwieksza przepasc miedzy alkoholizmem a niekontrolowanym jedzeniem widzialam, gdy sie obzeralam. | |
| CHCĘ ZAWALCZYĆ O SWOJE ŻYCIE | |
ty chcesz mi powiedziec ze pójdziesz i powiesz cześc jestem Nelinka jem za dużo cukierków- do ludzi którzy tez jedza za dużo cukierków Kiedy ja opowiadałam bliskim o swoim uzależnieniu od jedzenia, spotkałam się z różnymi reakcjami. Akurat nikt się nie śmiał, no ale ja i moi znajomi jesteśmy już mocno "w średnim wieku", a życiowe doświadczenie uczy pokory i łagodności. Najłatwiej mi było z moją przyjaciółką, trzeźwą alkoholiczką, która powiedziała: no nareszcie to zobaczyłaś i pomogła mi dotrzeć do AŻ. Lekarz z bliskiej rodziny miał jakąś koncepcję, ale zamilkł, wysłuchał i kibicuje. Sąsiadka powiedziała: wiesz co, ja tego nie zrozumiem, powiedz mi tylko: mam ci już nigdy słodkiego nie przynieść? ani kawałka??? - Odpowiedziałam: nie. I na tym stanęło. Nie oczekuję, że ludzie zrozumieją taki subtelny i mało znany problem jak uzależnienie od jedzenia. Sama ledwo na to wpadłam. Zaobserwowałam, że ich reakcje w tej sprawie wynikają z ich wiedzy, doświadczenia, temperamentu. Nie mam na to wpływu. Najważniejsze, że JA WIEM, co ze mną jest i jak mam sobie pomóc. Kto wie, co bym robiła, gdyby ktoś bliski roztoczył przede mną wizję swojej choroby, niezrozumiałej dla mnie albo groźnej. Czy nie usiłowałabym go pocieszać bagatelizując problem? To takie ludzkie... | |
| DZIĘKI ZA WSPARCIE | |
Mój stan był bardzo ... nie wiem jak to nazwać, trudny, kiedy przyszłam do AŻ. Mój stan był również zły. Uzależnienie od jedzenia wiązało się z tkwieniem w złym związku, który mnie także uzależniał. Po roku w AŻ, po długiej terapii powoli idę do przodu. Czego i Tobie życzę. Pozdrawiam A. | |
| tabletki | |
uwazam ze stosowanie"cudownych" diet, lekow,glodowek,kompulsywnych.drastycznych cwiczen jest czescia mojej choroby- nienasycenia wszystkiego,pozadania natychmiastowych ,perfekcyjnych zmian wygladu i funkcjonowania,wiary w "zaczarowanie" mojego zycia poza mna i bez mojego udzialu- bede szczupla,laska ,wszyscy mnie pokochaja i ja siebie.na dzis wiem ze nie jestem bogiem ani diablem,aniolem rzadko/niestety / ,ale jestem pieknym dobrym,czasem bladzacym,ale pracujacym z pomoca boga na programie CZLOWIEKIEM. moja choroba jest tylko dzis zatrzymana poprzez prace nad soba,kontakt z az i jego narzedziami ,innymi ludzmi z az oraz mojego boga, tak jak w modlitwie 3 kroku. musze dbac o siebie,aby nie byc blisko moich zapalnikow. rozwazania o cudownych pigulkach sa dla mnie bardziej toksyczne niz czytanie nazw zapalnikow na forum.zle sie czuje czytajac tu takie dywagacje,widac bardzo sa dla mnie niebezpieczne.niedawno ktos z moich bliskich z nadwaga dostal z marszu od lekarza/?/recepte na jeden z tych srodkow, o ktorym wiem,bo czytalam ,ma skutki podobne do amfetaminy- uzaleznia i moze zabic. tak wiec robie co moge aby lekarze wiedzieli co to jest uzaleznienie od jedzenia i ze leki tego typu uzalezniaja i moga zabic lub spowodowac rozwoj choroby . dlatego tez pisze o swoich doswiadczeniach,bo nie chce aby na stronie az nie znalazl sie glos o moich doswiadczeniach i aby ktos niedoswiadczony,szukajacy pomocy nie zrobil sobie krzywdy .dla mnie pisanie o tabletkach to tak jak propagowanie amfetaminy,bo pomaga na egzaminie i marihuany,bo pozwala sie wyluzowac dotka | |
| Grupa samopomocowa? | |
Witaj Cronoz! Myślę, że dobrze trafiłeś, bo tu, na Forum AŻ nie mówi się o dietach, odchudzaniu itp. Ja na przykład też już nie jestem najmłodsza... ale wiek nie gra żadnej roli, kiedy chcę żyć bez zalewającego mnie przymusu żarcia. Od lutego żyję w ładzie żywieniowym i jest to pierwszy od 15 lat, od kiedy choruję na uzależnienie od jedzenia, tak długi okres normalnego jedzenia i coraz normalniejszego życia. Wreszcie wszystko stało się dla mnie jasne: na co choruję, jak się ta choroba manifestuje, co mam robić, żeby ją zatrzymać i kto udziela mi sensownego wsparcia. Ja też nie szukałam pomocy w postaci rad i pouczeń, tych mi świat nie skąpił, tylko, że wszystkie były do bani. Teraz widzę, że nieocenioną pomocą dla mnie jest moja grupa AŻ i to Forum, bo bardzo potrzebuję doświadczenia i życzliwości ludzi, którzy mają ten sam problem, i rozumieją, o czym mówię.. Serdecznie pozdrawiam Ciebie i Twoich znajomych! [ Dodano: 2007-07-20, 15:58 ] | |
| jestem nowa- od czego mam zaczac?? | |
Ten strach, ból, wyrzuty sumienia sa jeszcze bardzo swieze. Z niepokojem patrze w przyszłość, dopatruje sie konsekwencji moich chorych zachowan. Gdy patrzę z perspektywy na swoje życie, to dostrzegam pewną prawidłowość: niczego ważnego i budującego nie udało mi się zrobić, gdy napędzały mnie poczucie winy i lęk. Przeżyłam ich dużo, gdy rozwijało się moje uzależnienie od jedzenia. Bałam się, co ze mną będzie, gdy nadal będę tyła, a im bardziej doświadczałam problemów zdrowotnych czy odrzucenia, tym bardziej się bałam i tym częściej rzucałam się na żarcie, bo tylko tak umiałam sobie doraźnie poradzić z rozpaczą. Także poczucie winy działało wyłącznie destrukcyjnie. Ono mi mówiło, że jestem nieudana, że moje słowo nie jest nic warte, że sama siebie niszczę. I tak się działo, dopóki nie zrozumiałam, że jestem CHORA. Chora nie z wyboru albo "z głupoty". Rozwinęło się u mnie uzależnienie od jedzenia, na które nigdy nie przyzwoliłam, którego nie chciałam, rozwinęło się MIMO mojej wiedzy o uzależnieniach. To obrazuje, jak bardzo jestem bezbronna wobec tej choroby. I to był przełom. Wtedy mogłam ruszyć do przodu odrzucając pogardę i odrazę do siebie, a kierując się szacunkiem i życzliwością do chorej MNIE, która zasługiwała na pomoc. | |
| jestem nowa- od czego mam zaczac?? | |
Rozwinęło się u mnie uzależnienie od jedzenia, na które nigdy nie przyzwoliłam, którego nie chciałam, rozwinęło się MIMO mojej wiedzy o uzależnieniach. To obrazuje, jak bardzo jestem bezbronna wobec tej choroby. I to był przełom. Ja miałam popdobnie, musiałam sobie uświadomic ,że jestem chora żeby wogóle zacząc znowu cos odczuwać. Dodam jedynie,że ja nie miałam wogóle pojęcia o uzależnieniach, nikt z mojego otoczenia nie był od niczego uzależniony...przynajmniej ja nic o tym nie wiem....alkoholizm był dla mnie czysta abstrakcją, narkomania, hazard...znałam problem pobieżnie z gazet,środków przekazu..nie z życia. Wychowana w doskonałych warunkach, właściwie bez jakichkolwiek problemów i chroniona przed złem przez kochających rodziców, powinnam być ostatnią kandydatka do uzależnienia....Zawsze byłam postrzegana przez wszytskich jako ta doskonała: śliczne dziecko, świetna uczennica, kochająca córka, wnuczka i uprzejma dla starszych dobrze wychowana dziewczynka....a jednak pewnie juz wtedy gdzieś głeboko tkwiły pokłady chwiejnego charakteru, rozedrgania, gdzieś jakiś problem pewnie drążył powoli doskonały teren pod przyszłe uzależnienie..... | |
| Uzależnienie od jedzenia | |
Witam! Może ktoś z Was uczestniczył w grupach wsparcia dla uzależnionych od jedzenia. Chciałabym porozmawiać na ten temat. Mimo ,że od 4 lat jestem na DO to miewam chwile słabości i grzeszę jakimś łakociem. Myślę ,że jest to problem psychiczny ale nie wiem jak sobie z tym poradzić. W moim miescie nie ma osrodka , gdzie mogłabym uzyskać pomoc.Jeśli ktos ma podobny problem to prosze o kontakt. Pozdrawiam. Ania -- Wysłano ze strony http://forum.dieta-optymalna.info/ | |
| Czy otyłość jest chorobą? | |
Zgadzam się z Promyczkiem. Uzależnienie od jedzenia, jest taką samą chorobą, jak uzależnienie od internetu, od nikotyny, czy narkotyków. Pewne czynniki wciągają i potem trzeba z tym walczyć i niejednokrotnie leczyć się szpitalnie. Każde uzależnienie atakuje psychikę człowieka i wówczas zachodzą pewne procesy w mózgu, co oczywiście jest udowodnione naukowo i doszli do tego ludzie, którzy są w tej dziedzinie specjalistami, a nie laikami.
| |
| Czy otyłość jest chorobą? | |
Blasphemy a czym sie różni uzależnienie od alkoholu, hazardu od uzaleznienia od internetu lub jedzenia? Jeżeli palisz bo lubisz to OK. Ale jeśli dla papierosów i tego aby je zdobyć jestes w stanie zapomnieć o wszystkim: rodzinie, przyjaciołach, kiedy wstajesz w nocy i lecisz na stację benzynową bo nie masz w domu w fajek to jest uzaleznienie czyli choroba. Jeżeli ktoś wstaje w nocy i wyjada wszystko z lodówki albo przy dluższej przerwie w jedzeniu zaczyna się trząść z powodu braku cukru i na samą myśl o głodzie to jest to uzależnienie od jedzenia. Ja zajadam emocje. Gdy się boję, gdy się denerwuję to jem. Wszystko co mi wpadnie w ręce. Nakręcam sama sobie spiralę. Jem równiez wtedy gdy już jedzenie mi wychodzi uszami a głowa woła :JEŚĆ!! I to jest choroba. Bo bez pomocy nie jestem sama dac sobie z tym rady. I nie pomaga gadanie o silnej woli itp itd. Jak najdzie mnie chwila slabości MUSZE zjesc. Tylko PO szybko wracam do mojego planu jedzeniowego i analizuję jakie uczucia i emocje sprawiły taki stan. I staram się eliminować w przyszlości albo dostrzegać że nadochodzą i zapobiegac im. Magda, która jest uzalezniona od kompulsywnego jedzenia. | |
| Komentarze do dzienników odchudzania. | |
Suonglien Wiadomo,że uzależnienie od jedzenia jest najgorszym z uzależnień i najgorzej się z niego wyleczyć,bo jak kiedyś mówiła pani doktor;jedzenie po 1)jest wszędzie, po 2) jeść musimy!!!Bez papierosa można żyć,bez jedzenia niestety nie-pokusa jest olbrzymia.Ale nie martw się i nie poddawaj będzie dobrze!!! torman39 gratuluję dwucyfrówki i zaparcia podziwiam te poranne biegi i w ogóle Twoje zaparcie Paulinka Ach te ciuchy to najlepsza nagroda za nasze odchudzanie moja rodzinka się śmieje,że mnie od sklepów z ciuchami teraz odciągnąć nie mogą ramoth główka do góry-chorobisko w końcu z Tobą przegra ps.skąd ja znam te słowa lekarzy-tak być nie powinno a pani tak ma,w pani wieku to sią nie zdarza a pani to ma hihi grunt to być odmiennikiem medycznym hihi. Akme kilogramy przychodzą i odchodzą więc główka do góry i się nie poddawaj Anna Udanego powrotu do dietki | |
| "Jesteś tym co jesz " | |
katarzynko , proponuje picie czerwonej herbatki w sklepie zielarskim kupi sie ja za jakies 8 zl, takie kosteczki do zaparzania.. bardzo pomagaja:) herbata nie jest zla.. ja ja pilam 2 razy dziennie, w moim wypadku jest to chyba "uzaleznienie" od jedzenia.. a jak z kazdym uzaleznieniem trzeba walczyc.. w sumie nawet nie od jedzenia... bo duzo nie jem.. zeby zaczac cos robic, trzeba najpierw poukladac sobie w głowie wszystko...eh i ja to pisze, kulka... ostatnio znalazlam kalendarz z 1959 roku.. nie dosc ze wszystkich zachwalali w nim palenie papierosow.. to nawet juz diety byly:) ale takie ciekawe , ze szok.. np: na sniadanie czarna kawa.., obiad: 2 jajka na twardo, jakas tam zupa, na kolacje: 2 jajka na miekko:) i przez caly tydzien nic nie pisze w tej dziecie tylko o jajkach... , najlepszym chyba sposobem na cokolwiek jest zmniejszenie porcji jedzenia:) zamiast caly kotlet, zjedz pol.. głod rodzi sie w naszej głowie nie w zoladku , albo jeszcze gdzies indziej jesli ci ciezko Katarzynko to moge być Twoim kompanem w odchudzaniu | |
| bulimia | |
Gratuluje Ci serdecznie Głodna udało Ci się powstrzymać swoj głód- to wielkie zwycięstwo. Powiedz mi proszę jak poradziłas sobie ze swoimi emocjami- tymiktore zazwyczaj topiłas w jedzeniu gdy udało Ci się trzymac się z dala od lodówki? Myslę sobie że to doskonały pomysł- ten o podjęciu terapii. To ważny krok dla Ciebie- i gratuluję Ci odwagi podjęcia tej decyzji myślę sobie że na dłuższą metę terapia pozwoli Ci nie tylko uwolnić się od kompulsywnego jedzenia ergo zachowac smukłą sylwetkę ale także zaoszczedzi Twoj czas i mimo nakladów finansowych których wymaga pomoże Ci w gospodarowaniu pieniędzmi- myślę sobie że uzależnienie od jedzenia wychodzi drożej niż godzina psychoterapaii tygodniowo | |
| Narkotyki i uzależnienia a rozwój duchowy | |
Mówiąc o uzależnieniach, mam na uwadze pewnego rodzaju świadomość, że tak właśnie jest - jeżeli alkoholikowi powiesz, że jest chory to zapewne odpowie, że jest inaczej , że w każdej chwili może z tym skończyć itd. itp. w rzeczywistości brnie w swoim nałogu będąc przekonanym, że to inni jego krzywdzą i zupełnie nie rozumieją (biedactwo) - to samo dotyczy narkomanów i innych , którzy są od czegokolwiek uzależnieni. brak trzeźwości umysłu i prawidłowej oceny sytuacji jest niczym innym jak zawężonym polem świadomości - dodam jeszcze, że uzależnienia są powodowane w dużej mierze lękami i strachem - przed czym lub przed kim ? - to już pytania do swojej PŚ nerechta - idąc twoim tokiem myślenia można pokusić się o stwierdzenie, że jesteśmy także uzależnieni od powietrza i życia i czy aby na pewno rozumiesz istotę uzależnień ? Agnieszka - uzależnienie od jedzenia (tzw. dojadanie) jest najprawdopodobniej lękiem przed życiem a ściślej mówiąc brakiem dostatku - oczywiście na poziomie PŚ - afirmowanie, że otrzymujemy wszystko czego potrzebujemy aby wzrastać i rozkwitać + powierzenie się Boskiemu prowadzeniu - może pomóc, tak to odczuwam pozdrawiam ALOHA - GREEN99 | |
| 1 | |
E nie. To gwałtowne chudnięcie nie powoduje efektu jojo. Bynajmniej u mnie. Jadłam wtedy kawałek chleba, plaster szynki i sałatkę z marchewki na cały dzień, a opychając się następnie słodyczami bez opamiętania wróciłam do wyjściowej wagi po 2 latach. Tylko, że ja nie mam ochoty na takie restrykcje. Staram się dużo chodzić, ruszać nie jeść za dużo i zrzucić. A nadwaga może mieć podłoże genetyczne i uzależnienie od jedzenia. W końcu są te babki które tracą 10kg w miesiąc.
| |
| "Pedał" William Burrougs | |
- Tak - zgodził się Allerton. - Musimy zachować jednolitość opinii. - Opinii! A co my tu prowadzimy? Klub dyskusyjny? Daj mi rok, a ludzie nie będą tu mieli żadnych opinii. “Proszę się ładnie ustawić w kolejce po waszą rację pysznej potrawki z głów rybich, ryżu i margaryny. A tu wasza darmowa racja napoju z domieszką opium8221;. Jeśli przestają ustawiać się w kolejce, przestajemy dodawać opium i wszyscy leżą dookoła, srając pod siebie, bo są zbyt słabi, żeby się ruszyć. Uzależnienie od jedzenia jest najgorsze ze wszystkich. Inny problem to malaria. Osłabiająca przypadłość, wynaleziona specjalnie po to, by odebrać moc duchowi rewolucyjnemu. - Lee uśmiechnął się. fragment "Pedała" Williama Burrougsa Zachęcam do znalezienia i lektury tej książki. | |
| Jak się pozbyć nałogu..? | |
A właśnie to nieprawda! Bo do wódki papieros to obowiązek!! nie mogłabym... ja też starałam się rzucić palenie... udało mi się na 3 tygodnie (oczekuję braw) Ale jakos mi nie wyszlo znów... Ale teraz kiedy potrzebuję zapalic jak nie wiem co,po prostu mnie roznosi, to nie mam fajek bo nie mogę ich nosić, muszę uważać.... bo mnie mamusia :/ (kill) juz przyczaiła i nie za bardzo wierzy w wykręty, ale tak się składa, że moja mamusia nie możeo tym wiedziec... :/ No tak mam... (nie, nie bije mnie kablem od telewizora ) ... i teraz się skręcam i wiję.... Dajcie mi fajkę!! ;( .... poza tym musiałam cos zaspokoić i własnie zaczęłam obżerac sie batonikami... i tak się obżerałam,że teraz przytyłam niebywale na samo lato i wyglądam jak kulka.... i moje uzależnienie od fajek przerodziło się w uzależnienie od jedzenia... :/ | |
| Uzależnienie od jedzenia | |
Nie mogę schudnąć. Mam 173cm wzrostu i wazę ok. 76kg. Mam ogromny zwisający brzuch i wielką pupę. Nie potrafię ograniczyc jedzenia, a zwłaszcza słodyczy. Gdy widzę coś słodkiego (głównie czekoladę) poprostu czuję się jak nałogowiec i muszę zjeść. Gdy nic w pobliżu nie ma słodkiego wyganiam męża do sklepu i pożeram do momentu aż zrobi mi się bardzo słodko i niedobrze. To jest chyba choroba, czy można ten popęd jakoś wyleczyć? Zaznaczam ze inne rzeczy też lubię w dużych ilościach - poprostu kocham jeść! A przez to jak wyglądam, jestem bardzo niesczęśliwa, niepewna, nie umiem znaleźć pracy, być dobrą mamą i żoną. Nie kocham sama siebie Błagam niech mi ktoś pomoże ... | |
| Chrońmy Teletubisie! | |
tego jeszcze nie czytałam:) Prosiaczek - to z kolei uosobienie obżarstwa, zarówno pod względem fizycznym (otyłość) jak i psychicznym (chroniczne uzależnienie od jedzenia): każde jego pojawienie się oznacza, że będzie mowa o ciasteczkach cioci Chrum-Chrum. I tu rodzi się pytanie - dlaczego Prosiaczek mieszka z ciocią ? buhehehehhehehe normalnie co się dzieje?! dopatrują się dziury w całym. | |
| Chrońmy Teletubisie! | |
tego jeszcze nie czytałam:) Prosiaczek - to z kolei uosobienie obżarstwa, zarówno pod względem fizycznym (otyłość) jak i psychicznym (chroniczne uzależnienie od jedzenia): każde jego pojawienie się oznacza, że będzie mowa o ciasteczkach cioci Chrum-Chrum. I tu rodzi się pytanie - dlaczego Prosiaczek mieszka z ciocią ? buhehehehhehehe normalnie co się dzieje?! dopatrują się dziury w całym. Akurat ten artykuł to ironia | |
| Na manowcach | |
W moim przypadku przyczyna nieskutecznosci diet jest uzaleznienie od jedzenia. Po czasowej decie,widzac problem jedynie w kilogramach, po ich zgubieniu zawsze wracalam do objadania sie. Oczywiscie przez cale lata sprzyjal temu system zaprzeczen na zasadzie, ze moze w tej chwili mam apetyt, ale przeciez w kazdej chwili moge znow wziac sie na odchudzanie. Z powodu takiego myslenia chudlam i tylam naprzemian. Dopiero AŻ uwolnilo mnie z tego blednego kola. Oczywiscie nie stalo sie to za dotknieciem rozdzki. Musialam osiagnac dno nalogu, uswiadomic sobie swoja bezsilnosc. Wazylam 110 kg i ciagle objadalam sie wieczorami, ale zupelnie nie radzilam sobie z emocjami. Gdy wowczas zetknelam sie z AŻ bylam gotowa zobaczyc swoje uzaleznienie jak na dloni: ze klamalam na temat ilosci jedzenia, ze je urywalam, kradlam, ze pozadanie jedzenia zmuszalo mnie do obzarstwa w samotnosci, ze jadlam z poczuciem winy a po jedzeniu mialam wyrzuty sumienia. Dzisiaj, z perspektywy abstynencji uwazam, ze kazda dieta powinna byc opatrzona ostrzezeniem, ze nie jest przeznaczona dla osoby uzaleznionej. | |
| Tangado haid! Leithio i philinn! // czas wrócić... | |
dołek zakopany - a dokładniej mówiąc przespany dzień rozpoczęty brzuszkami i biodrówkami - a potem oczywiście nie potrafiłam oprzeć się pokusie stanięcia na wagę muszę zacząć z tym walczyć, bo to większe uzależnienie od jedzenia miało być raz w tygodniu, więc powinno być raz w tygodniu ale nic... właśnie wszamałam pyszne śniadanko i już w ogóle jest super no i herbatka stygnie czerwona + tropikalna ciekawe jak będzie smakować... | |
| Deklaruję gotowość na zmiany. Akcja: Spring - Summer 2008. | |
witaj Notus widze ze u Ciebie nieciekawie ale wiesz ze bedzie lpeiej tylko pouklaaj tosobie ja mam podobne problemy boje sie czy zdaze z ta praca mgr czy znajde jakas prace a to tylko kila niepewnych rzeczy w moim zyciu te wszystkie niepewnosci obijaj sie po mojej glowie i moj organizm probuje sie przed nimi bronic w najglubszy z mozliwych sposobow mowi JEDZ JDZ JEDZ JEDZ ZAPOMIISZ O TYM i musze bardzo na to uwazac i powtarzac sobie w glowie pytanie co mi wlascicwie da to ze sie najem ?? a da mi to ze bede miala kolejna niepoewnosc i zmartwienie o to jak wygadm i tylko sie zalami bardziej i dlatego ostatnie 2 dni byly calkiem niezle dietetycznie mysle Notus ze tak powinnas zrobic i TY zastanow sie co Ci da zajadanie stresu a najgorsza prawda jest taka ze ludzie tacy jak my tzn uzaleznienie od jedzenia w tej najgorszy ze znanych sposobow szukaja sobie okazji i tlumaczen dla sojego objadania i zawsze bedzie jakis powod wiem to po swoim przkladzie jak nie objadam soe zeby zajesc stres albo bo sa urodziny albo cos albo nie cos ostatnio zdalam sobie sprawde ze musze podejsc do tego inaczej bo ja juz zawsze bede pilnowac tego co jem i zawsze bede sie musiala odzywiac inczej niz bym chciala czekolada, maslo , jasny chleb to rzeczy o ktorych musze zapomniec beda okazje zeby je jesc ale ja musze stawic im czola bo jedna kosteczka czekolady komu innemu by nie przeszkodzila a u mnie powoduje ze wszystko sie psuje i musze to zaakceptowac mam nadzieje ze rozumiesz co chcialam napisac sprobuj sobie przemyslec jak chcesz zeby wygladalo zycie ja juz nie chce szukac wymowek dla mojej slabosci ale chce jej stawic czola dolaczysz do mnie ?? mam nadzieje ze znosisz mnie ejszcze jakos i moje filozofowanie UDANEGO DNIA NOTUS | |
| Uzależnienie od jedzenia | |
Od jedenastu lat się odchudzam.Dieta-obżarstwo,dieta-obżarstwo,dieta-obżarstwo.Przez to raz jestem gruba raz szczupła.Aktualnie jestem gruba.Kilka dni diety a potem maraton obżarstwa.Napady żarłoczności trwają po kilka a nawet po kilkanaście dni.Psychicznie czuję się fatalnie.Nienawidzę się takiej obżartej,grubej,brzydkiej.Potrzebuję pomocy i wsparcia,niech mi ktos poda rękę. :cry Mam strasznego dola.Miała byc ostra dieta a jestem nażarta jak świnia.Dlaczego ja to robię Chcę wyjsc z tego błędnego koła ,chcę byc szczuplą zadowoloną z życia kobietą ,nie chcę się izolować od ludzi.Pomóżcie | |
| taaak bardzo zmęczona | |
Marense witaj !!! Wejdż na temat UZALEŻNIENIE OD JEDZENIA , poczytaj , pomyśl .Ja mam ten sam problem co Ty .Możemy się wspierać .Sens życie ma dla mnie wtedy kiedy jem ,,normalnie " a nie ma żadnego wtedy kiedy zażeram. Myśli o tabletkach mam identyczne kiedy żrę a kiedy nie CHCE MI SIĘ ŻYĆ Pozdrawiam CIĘ cieplutko i przytalam do serduszka | |
| "Drogi ku wolności" | |
Się sprzeciwiam porównywaniu. Nie sprzeciwiałbym się gdyby było napisane: strach, złość, radość z jedzenia albo chorobliwy strach, wszechogarniająca wściekłość, uzależnienie od jedzenia. Oczywiście to mogło wynikać z kontekstu... tyle że reszty tekstu jakoś nie mam przed oczkami Pozdrawiam, AdamD PS: może niekoniecznie walczyć - bo ta walka sprawia tylko że uwaga koncentruje się na problemie. Ale akceptacja ED jako czegoś całkowicie naturalnego w kontekście drogi do zdrowia jakoś do mnie nie przemawia. Prędzej akceptacja zdrowej normalności. | |
| nie jem po to by życ, ale żyję po to by jesc | |
uzaleznienie od jedzenia to takie same hujostwo jak narkotyki, papierosy, zioło, chlanie czy wszystko inne... wyniszcza psychikę i organizm, zabija mnie od środka myśli przesączone tylko tym żeby znow coś zjeśc, objeśc sie az do granic wytrzymalosci, wyzbyc sie emocji, pogrązyc jeszcze bardziej... anoreksja...tak przechodzilam, bulimia prawie, obżeram sie ale nie żygam, to mnie zabija, cierpię na kompulsywne obżeranie się:((( nałóg obrzydliwy,nienawidzę siebie za to że choruje | |
| Uzaleznienie od jedzenia | |
Jestem uzalezniopny od jedzenia delikatnie mowiac.Od dziecinstwa bylem grubszy od innych.Rodzice bardzo dbali abym byl zdrowy i najedzony,sami przeszli ciezko wojne mama zapadla na gruzlice a ojciec byl po obozie jenieckim.Wiedzieli ze zdrowie jest najwazniejsze,byli przekonani ze kermiac mnie nadmiernie nie zachoruje.Efektem tego bylo nasmiewanie sie ze mnie moich rowiesnikow,moje poczucie wstydu i nie akceptowania.Potem wiele razy dochodzilem do wagi normalnej zaczelem uprawiac sport bylem niezlym bramkarzem pilki recznej,potem studia nie gralem,przytylem 14kg,alkohol znuwu chudlem kilka krotnie nawet o20kg.Obecnie mam nadwage biegam,jezdze na rowerze,gram w ping ponga ,laze szlakami ,biegam na nartach.Mam momenty jedzenia wyczynowego kompulsywnie na stres na nowa wiadomosc.Mimo ze rozumiem rodzicow to pamietam im to ze mnie przekarmiali,oni nie zyja ido konca byli przekonani ze robili slysznie.
| |
| uzaleznienie od jedzenia | |
co o tym sadzicie? czy mozna tak naprawde uzaleznic sie od jedzenia ze nie myslicie o niczym innym tylko ciagle o jedzeniu i nie jestescie nawet glodni ale ciagle byscie tylko jedli. nawet samo myslenie o tym. czy zaliczacie to do uzaleznienia ktore jest niebezpieczne? i czy w ogole zaliczacie to do uzaleznienia? mnam nadzieje ze nie powielilam tematu | |
| 1 | |
Nigella Dzisiaj powtórkowo fajną zupę robiła - groszek podgrzała, zmiksowała z pesto i wzięła do termosu Jadła w taxi ją i w parku. Uzależnienie od jedzenia. Później poszła do koleżanki. Przed pójściem stwierdziła że jedzenie jest lepsze od kwiatów na prezent Jakiś syrop wylała na patelnie, pomieszała z cukrem i dodała sody Miały wyjść plastry miodu To się ścięło, pokruszyła to i wyglądało dziwnie Wynalazek został zapakowany to pudełka i pojechał z Panią N.L. Niestety kobieta go zeżarła w drodze Ciekawe czy by róże zjadła, gdyby wiozła?
| |
| 1 | |
tak ... przestać się czuć jak szara mysz pewnym krokiem pokonywać korytarz na uczelni nie kuląc się w sobie na widok pięknych lasek patrzeć na zdjęcia modelek myśląc: "na mnie to ubranie by ładniej leżało" Dla mnie najgorsze jest właśnie to uzależnienie od jedzenia, od myśli o nim. Rozumiem jak ktoś ma obsesję na punkcie sztuki, działalności prospołecznej, doskonalenia swoich umiejętności zawodowych. To przynajmniej jest konstruktywne, ważne. A jedzenie? Prosta, prymitywna, banalna dla większości ludzi czynność nic nie wnosząca do życia. Ta obsesja tylko unieszczęśliwia, nie daje żadnej satysfakcji. Chcę,żeby jedzenie nie było mi potrzebne. Chcę jeść, żeby żyć a nie odwrotnie. Tak, jak kiedyś. Dziewczyny, uda się... musi się udać... | |
| ~~Wybielanie ząbków | |
No...nie wydaje prawie na jedzenie to mam sporo kasy i moge poszalec :] (tak w ogole to zauwazylam,ze uzaleznienie od jedzenia powoli przechodzi mi w uzaleznienie od zakupow :]) rozwazam wybielenie zabkow uzywal ktos tych super-specyfikow typu white strips? dobre sa? a moze ktos wybielal u dentysty? jakie efekty? jaki koszt? poprosze tez o polecenie jakiejs dobrej pasty wybielajacej :-) dziekuje za uwage :] | |
| kompulsywne jedzenie | |
witajcie chyba wiem juz co mi tak naprawde jest nie jestem typowa anorektyczka (chcialabym chyba nia byc ) ale cierpie na jedzenie kompulsywne czyli jedzenie nadmierne, napadowe, uzależnienie od jedzenia... jak mam stresa lub złu chumaor lub chociaz nie mam zajęcia to ide automatycznie juz do lodowki i jem. Czasami nie moge sie opanować.... Uwielbiam gotowac, piec itp. zawsze przyżądzam posiłki dla rodzinki i jakoś udaje mi sie nie podjadac, ale jak upieke ciasto to nie moge zapanowac nad chęcia sprubowania chociaz jednego kawałka a sama wiem że na jednym sie nie skończy... Czuje sie puźniej taka brudna :-( ma ktos tak jak ja??? moj bloguś http://nibylandia.notki.pl/ pozdrawiam | |
| Katowice i ok.-mityngi AŻ | |
To znow ja-tyle ze po przeprowadzce. Poszukuje chetnych bulimiczek, uzaleznionych od jedzenia do wzajemnego wsparcia w wychodzeniu z problemu. Wiem, ze mityngi AŻ odbywają się w Sosnowcu - jednak z pewnych względów nie mogę na nie dojezdrzac. szukam wiec chetnych do zalozenia takiej grupy - najlepiej z Bytomia, Katowic i okolic. Cierpie na uzaleznienie od jedzenia 25 lat - dzieki grupie AŻ z W-wy od ok. roku powoli wychodze z choroby. Wiem, ze potrzebuje innych bulimiczek, aby trwac w zdrowieniu. Pozdrawiam Agata Mój tel.: 0694 384 609 | |
| bioterapeuta | |
czesc mam pytanie czy ktos moze leczył bulimie, uzależnienie od jedzenia u bioterapeuty albo hipnozą, to nie bujdy podobno jest to mozliwe, ja leczyłam sie trzema lekami, psychoterapia ale jakos mi nie pomogło teraz myślę o leczeniu niekonwencjonalnym...prosze aby ktos odpowiedział a tak przy okazji to czy działa grupa we wrocławiu, bodajże na komandorskiej w poradni miały byc organizowane terapie grupowe, czy ktoś mógłby mi napisać ile sie płaci a przede wszystkim jak takie spotkania wyglądają pa trzymajcie się | |
| proszę o pomoc | |
nie daję już rady .... jest mi cholernie cięzko.... nie wiem co robić... cały czas mam jadłowstręt albo ataki głodu i wtedy pożeram wszystko ... staram się utrzymać dobrą wagę(58 kg/ 167 wzrostu)jednak ta mania jedzenia i nie jedzenia mnie już przesladuje cały czas myślami krążę koło żarcia to jakaś obsesja nie mogę normalnie żyć wszystkiego mi się odechciewa a do lekarza nie pojdę bo się wstydzę tego jaka jestem .... proszę pomóżcie .....!!!! dłużej już nie mogę rodzeństwo mnie nie rozumie a ojciec? na wieść o mojej chorobie podsunął mi książkę o autohipnozie (ale nie mam do niego zalu bo przeciez to ,że jest moim ojcem to nie znaczy ze jest w stanie wszystko pojąć)nie martwię się już wyglądem bo wiem ,że jestem atrakcyjną babką ale to uzaleznienie od jedzenia poprostu juz mnie wykańcza .... liczę na wsparcie .... proszę...
| |
| 1 | |
A jak sie czujesz gdy mija 45/60 min. i pani psycholog mówi z miłym usmiechem na twarzy: to może tutaj już dzisiaj się zatrzymamy, do zobaczenia za tydzień. Uzależnienie od jedzenia, uzależnienie od psychologa. Każde uzależnienie jest destrukcyjne. Nie trzeba sie uzalezniać aby stforzyc fajną, wartościową relację. Można jeść, nie trzeba się od razu napychać. | |
| 1 | |
to jest tak, że oni dzialają przy ośrodku dla wspóuzależnionych,a uzależnienie od jedzenia porównują z uzależnieniem od aloholu. nie wiem sama. to jest terapia grupowa dla bulimiczek, a nie alkoholiczek, także muszą mieć doświadczenie. u psychiatry bylam i nic mi to nie dalo. leki nie pomagają, a z przestrzeganiem zaleceń to też różnie. dziękuję serdecznie za uwagi. a czy bylyście kiedyś na spotkaniu AŻ?
| |
| od ktorego momentu bulimia | |
Powiedzcie jak to jest, czy bulimiczka nazywamy kogos kto juz nie trzyma jedzenia, prawie, ma ataki 2 azy w tygodniu, wymiotuje...... (przeciez nie wszystkie bulimiczki wymiotuja). Czy nazywamy to uzaleznienie od jedzenia, to ktore sprawia, ze caly dzien myslisz o jedzeniu, ze odchudzasz sie glodujac, a potem masz atak zjadasz wszystko, a najchewtniej to czego nie powinnas. Ukrywasz sie z jedzeniem (bo wstyd przed ludzmi, ze "tyle wazysz" a jeszcze jesz) no i ta nienawisc do siebie po ataku wzmozona, ale ogolnie to calyczas nieakceptujesz swojego ciala;/ itd. No to jak z tym jest? :) | |
| Uzależnienie od jedzenia. | |
Nie wiem jak sie to stalo i moze wyda wam sie dziwne ale ja jestem uzalezniona od jedzenia Tzn. jak nie zjem czegos co ma cukier lub jest fast foodem to mam caly dzien zepsuty. Prawie cala kase wydaje na zarcie. To trwa juz od kwienia, ale dopirro teraz zdalam sobie z tego sprawe czy ktos tez tak ma? | |
| Marzenie o nowym życiu... | |
Tyle się kotłuje myśli w mojej głowie...nie wiem od czego zacząć. Może od tego że 4 miesiące temu trafiłam do lekarza, który po wnikliwych badaniach wykrył u mnie chorobe hashimoto - niedoczynność tarczycy, która odpowiada min. za otyłość. Nie moge jednak zrzucic wszystkich kilogramów na źle pracujący organ. Lubie jeść i na moje nieszczęscie ponoć wyśmienicie gotuję. Na dodatek jestem jedyną córką i jedyną wnuczką, więc dorośli zadbali od małego, abym nauczyła się jeść. Te wszystkie czynniki równają się około 40 kg nadwagi.... 17 listopada zdecydowałam,że to koniec, że nie moge juz patrzec na siebie i swoje ciało... Mąż wyjechał na kurs miesięczny więc miałam kuchnię dla siebie. Przez pierwszy tydzień ograniczyłam porcje i przestałam podjadac miedzy posiłkami. Potem włączyłam codzienny 25 minutowy trening na rowerze eliptycznym. Po 2 tyg schudłam 4 kilo... Wielka radość, ale i zrozumiałam że czeka mnie bardzoooo długa droga do pięknej figury. Codziennie się smaruję, bo nie chcę aby obwisło mi ciało. No musze powiedziec że trochę zainwestowałam w siebie - kupiłam dobre kosmetyki, codziennie pije świeży sok z pomarańczy, owoce, warzywa... Najgorzej jest jak widze jak jedza inni lub czuję jakieś zapachy. Oj, wtedy jest ciężko. Oprócz tego dochodzi jeszcze psychiczne uzależnienie od jedzenia, tzn. myślę o jedzeniu nawet gdy nie jestem głodna. Do jedzeniowych męczarni dochodza i fizyczne - po ćwiczeniach mam problemy z oddychaniem, nie mogę wziąć pełnego oddechu, ale lekarz powiedział, że to ma związek z przeponą i że otyli tak moga miec na początku, dopóki się nie wykształcą jakieś tam mięśnie. Ja nazywam to "sapkami". Owszem zdarzają się momenty, że nie wytrzymuję nowego menu i zjadam coś słodkiego... No cóż, nie od razu Rzym zbudowano.... Dopóki będę widzieć zmiany na wskaźniku wagowym to może dam rade wytrzymać i się przyzwyczaić do nowego trybu życia - tak, niestety w moim przypadku muszę zmienić WSZYSTKO już na całe życie. | |
| Jedzenie badz jadlowstret | |
problemy z jedzeniem ? uzaleznienie od jedzenia ? | |
| 1 | |
monikastege, witaj.napisz coś o sobie.ja też zaczęłam niedawno,ale już chyba jestem uzależniona od forum ale wole to niż uzależnienie od jedzenia.
| |
| Uzależnienie od jedzenia - prawda czy fałsz? | |
Zapraszamy do dyskusji na temat tytułowego artykułu : http://super-sylwetka.pl/uzaleznienie_od_jedzenia.php | |
| Milka | |
. Ja tam myślę, że to w ogóle może być uzależnienie od jedzenia! Milka, przestań jeść. Naucz organizm korzystać z energii kosmicznej. Ale zaraz dostanę bęcki... . | |
| dystymia | |
Witam. Choruję od przynajmniej 8 lat na nerwicę depresyjną z epizodami depresyjnymi, a dopiero od kilku dni wiem, na czym naprawdę polega dystymia. Dotychczas zawsze myślałam, że mam taką nietypową depresję, podejrzewałam się o nierozpoznane zespół przewlekłego zmęczenia i borderline'a, o uzależnienie od jedzenia i inne takie. O ile moje epizody depresyjne łatwo dają się pokonać lekarstwami, to dystymia trzyma sie mocno. Właściwie już nie pamiętam, jak to jest być normalnym, zadowolonym z życia człowiekiem. Wiem tylko, że jak miałam 16 lat, byłam szczęśliwa, radosna, twórcza i otwarta na świat - a potem coś mi się zrobiło. Całe moje życie jako młodej kobiety to wymieszane: kompletne doły, kiedy życie jest zupełnie nie do zniesienia i tylko strach powstrzymuje przez samobójstwem, i takie ciągnące się w nieskończoność okresy, kiedy nic nie cieszy, nic się nie chce, wszystko męczy. Właśnie to nicnierobienie męczy mnie najbardziej. Tyle rzeczy bym chciała zrobić, ale nie robię. Albo inaczej: czuję, że powinnam coś robić, ze całe dni, tygodnie, lata przeciekają mi przez palce, że każdy mój dzień jest tak beznajdziejnie zmarnowany. Zazdroszczę tym, którzy potrafią robić coś konstruktywnego, ale i tym, którzy po prostu korzystają z życia, bawią się cały czas. Moja aktywność kończy się na udawaniu, ze coś robię w pracy, oraz na oglądaniu TV, chociaż jednego i drugiego serdecznie nienawidzę, jedno i drugie nudzi mnie do mdłości. Codziennie rano postanawiam, że dzisiaj po pracy zrobię coś więcej, zajmę się swoim hobby, ugotuję coś, poczytam, wyjdę gdzieś, spotkam się z kimś - po dwóch godzinach nie ma już śladu po mojej woli czynienia, jestem zmęczona jakbym przerzuciła tonę węgla. Co robicie, żeby się zmotywować? Co można zrobić, żeby usunąć to nieznośne uczucie zmęczenia - leki mi nie pomagają. Czy psychoterapia na to pomaga, czy jest to wyłącznie objaw fizyczny? [mam nadzieję, że ten post jest zrozumiały - z sensownym wyrażaniem swoich myśli też mam problemy] | |
| Czy jestem uzależniona od jedzenia? | |
Witaj, moze na poczatek poczytaj sobie wątek który jest troche nizej od Twojego "Uzależnienie od jedzenia" moze tam znajdziesz coś dla siebie Pozdrawiam, ten problem dotyczy wielu kobiet | |
| "Drogi ku wolności" | |
... strach, złość, uzależnienie od jedzenia. Uczucia te mają prawo bytu. One nie są złe. Wszystko jednak zależy od tego, w jaki sposób ja się będę z nimi obchodzić. Gdy zacznę złościć się na moje namiętności, one zaczną złościć się na mnie. Gdy zacznę je zwalczać, obudzę je naprawdę, a one skierują swą moc przeciwko mnie. Jeśli je jednak zaakceptuję i zezwolę na ich istnienie ... one wprawdzie nadal będą, lecz przestaną panować nade mną. Akceptuję je a równocześnie pozwalam im odejść od siebie Strach, złość, uzależnienie od jedzenia postawione w jednym rzędzie? Strach i złość są całkowicie naturalne, pierwotne rzekłbym. Dotyczą wszystkich, którzy są normalni w miarę. ED nie. Uzależnienie od jedzenia nie jest złe? To narkomania też nie jest. Ani alkoholizm. Moim zdaniem błąd w rozumowaniu! Strach i złość nie są złe. To naturalne dla człowieka reakcje. I pozbycie się ich może sprawić problemy. A z uzależnieniem od jedzenia jest akurat odwrotnie. Nienaturalne, i lepiej go nie mieć niż mieć. "Połóż się i leż grzecznie, to nic Ci nie zrobię". To jest propozycja strategii obrony pana Anzelma. "Uzależnienie od jedzenia będzie w Tobie, ale nie będzie nad Tobą panować". I to jest Droga Ku Wolności? Pogodzenie się ze słabościami? Porszę bardzo, jak ktoś lubi. Trzeba się zastanowić tylko, co na końcu tej drogi znajdziemy - jak będzie wyglądała ta wolność. Heh, przypomniał mi się "przypadek palacza". Sytuacja typowa, dotycząca znacznej części palących papierosy. "Jestem wolny, mogę robić co chcę - więc palę" mówi palacz. A ja się uśmiecham, czekając na moment kiedy jego wolność każe mu zacząć pożyczać kasę na paczkę papierosów, rozpaczliwie szukać zapałek, wybiegać z dwugodzinnego spotkania i trzęsącymi się rękami wydłubywać fajka z paczki, czy wychodzić z domu tylko i wyłącznie po to, żeby iść do kiosku. Wolność? Koń mający klapki na oczach też pewnie myśli że sam wybiera sobie drogę. Pozdrawiam, AdamD | |
| ile % Waszym zdaniem?????? | |
chodzi mi o każdego rodzaju problemy z odżywianiem. Począwszy od zbyt uważnego kontrolowania tego, co się je, poprzez uzależnienie od jedzenia, słodyczy, a&b, napady żarcia, głodówki, przeczyszczanie itd.
| |
| 1 | |
zojko Chciałabym byś zaraziła mnie swym optymizmem. Mnie samej wydaje się, że niemożliwe jest takie absolutne wymazanie zaburzeń odżywiania. Myślę sobie, że jeśli komuś psychika już raz spłatała takiego figla, to nawet jeśli powróci do normalnego życia nadal pozostanie w grupie podwyższonego ryzyka i będzie musiał zawsze zachować czujność by choroba nie wróciła. W końcu pewne wzorce postępowania zapisane są w podświadomości i nie da się ich tak do konca wyrzucić. Dlatego wszelkie sytuacje sprzyjajace odtworzeniu tych schematów muszą pewnie po powrocie do zdrowia być mocno kontrolowane. Jeśli np. byłej bulimiczce zdarzy się rozstrój żołąka to będzie musiała uważać, by ten epizod nie namieszał w psychice i nie przyczynił się do nawrotu choroby, itp, itd. To o czym pisze Matilde potwierdza tę teorię. Wystarczył bodziec by wróciły stare nawyki. Mati wprawdzie nie chodziła na terapię, ale nawet w przypadku osób które odbyły leczenie impuls w porę nie rozpoznany może się chyba przyczynić do ponownego wybuchu choroby. Zobacz np. bardzo optymistyczne posty Basi24. Ona poddała się terapii a mimo wszystko mocno pilnuje by nie wróciły stare nawyki. Poza tym nawet nasza Basia chyba nie utozsamia wyleczenia z absolutnym powrotem do stanu umysłu sprzed choroby, do stanu gdy myslenie o sylwetce było totalną abstrakcją (Basiu, jeśli przypisałam Ci jakąś myśl nie Twoją to przepraszam). Wpadki zdarzają się Tasi, która przeszła leceznie szpitalne i terapię. Czy Ty zojko znasz osobę, która dzięki terapii odzyskała ów "naiwny" stan świadomości w którym pojęcia pokarmu i wzrostu wagi nie są łaczone na zasadzie asocjacji, w którym masa ciała jest sprawą zupełnie obojętną? Czy znasz osobę, która po leczeniu przestała być podatna na uzależnienie od jedzenia i która nie musi dmuchać na zimne? Jeśli możesz mi podać jakis konkretny przykład to bardzo podbudujesz moją wiarę.Bardzo mi trzeba takich konkretnych przykładów bym mogła uwierzyćw sens terapii. | |
| małe pytanie | |
Witam wszystkich jestem nowa, kiedy czytałam wypowiedzi w tym temacie w głowie kłębiło mi się mnóstwo myśli, serducho rozwalał ból, a z oczu miały ochotę popłynąć łzy - niestety nie mogą gdyż jestem w pracy. Dziś piękny dzień Walentynki 2008, a ja od rana refleksyjna. Chcę Wam opowiedzieć po krótce jak się tutaj znalazłam. Hmmm i nie wiem od czego zacząć, może od tego, że wydaje mi się, że mam już pierwszy z dwunastu kroków za sobą. Otóż uznałam swoją bezsilność i wiem, że jestem żARłOKIEM. Przez wiele lat - długich lat gdyż od dzieciństwa byłam słusznych rozmiarów - próbowałam najzwyczajniej w świecie "schudnąć". Moje życie wyglądało jak piekiełko, o którym wiedziałam tylko ja. Ciągłe diety i zajadania, chudnięcie i tycie, a ostatnio to już tylko tycie. Ciągłe zadręczanie rodziny swoimi tekstami, że źle wyglądam i że chcę schudnąć i że mam z tego powodu depresję i to ciągłe nic nierobienie, żeby coś w sobie zmienić. W pewnym momencie zaczęłam głośno mówić, że jestem uzależniona od jedzenia jednak były to tylko słowa wypowiadane w bezsilności przez wiele lat. Aż tu nagle przyszedł ten moment, że poczułam w środku całą sobą, że coś jest faktycznie nie tak, kliknęłam w googlach temat "uzależnienie od jedzenia" i oto jestem. Cała obnażona i świadoma swojego nałogu. Zrozumiała, że nie chodzi tutaj o schudnięcie, bo to jest efekt uboczny zmian od jakich należy zacząć i w których chcę wytrwać. Według slangu AŻ i wszelki anonimowych uzależnień SIęGNęłAM DNA. Objawiło to się w ten sposób, że w chwili obecnej jestem cały czas głodna, wydaje i się, że nie skończę nigdy jeść, ponadto codziennie wszczynam kłótnie w domu z byle powodu, zaniedbałam totalnie pracę i też do chwili obecnej mówiłam jak mi się nie chce pracować, a to nieprawda - jeden wielki kłam. Tu chodzi o moje ciągłe obsesyjne myślenie o jedzeniu: co dzisiaj zjadłam, ile zjadłam, a co zjem za chwilę, a co zjem jak wrócę z pracy i tak ciągle bez przerwy jedzenie jedzenie i jedzenie. Ponadto mam również zaburzony kontakt z otoczeniem, cały czas mi się wydaje, że nie potrafię być partnerem w żadnej dyskusji, wiecznie się wycofuję, odkładam pracę ciągle na później ponieważ boję się, że nie sprostam zadaniom, a zaległości rosną i rosną, a ja wciąż mam przed oczami jedzenie. Do dzisiejszego dnia uważałam, że zwyczajnie mam lenia i nie chce mi się pracować, niestety dotarło do mnie, że nie o to tu chodzi - to wszystko to jest moje uzależnienie od kompulsywnego objadania się. Chylę więc z pokorą czoło i uznaję, że jestem chora, a co za tym idzie chcę dokonać zmian jak nigdy w swoim życiu. Bardzo przepraszam jeśli zanudziłam swoim postem jednak ten krok spowodował, że ciężar z serca powolutku schodzi, a i łzy aż tak mocno nie wciskają się w oczy. Pozdrawiam wszystkich AŻ i łączę się w zmaganiach z chorobą. | |
| Kocham jedzenie / nienawidze jedzenia | |
Nie ma wiekszego znaczenia co to konkretnie jest, po prostu sytuacja rodzi chec zajedzenia. Wiele razy zdarzalo mi sie isc na impreze, gdzie czulam sie dobrze, wypilam kieliszek szampana, zjadlam kawalek tortu np. jesli to byly urodziny i tyle. Bylo fajnie, bylo OK, jedzenie sobie stalo. Ale czasami szlam zdenerwowana, czasami wydarzylo sie cos stresujacego, cos uslyszalam i hop. Nagle pojawialy sie mysli co by bylo gdybym byla z tym tortem sama albo moze lepiej dolac sobie szammpana bo te babelki jakos zapychaja, a moze lepiej sie ustawic blizej stoslu i niezauwazalnie podciagac pojedynczo ... Nie umiem panowac nad soba w takich sytuacjach i pare razy zdarzylo mi sie wyjsc z imprezy tylko dlatego, ze bylo tam za duzo jedzenia a ja akurat mialam kryzys. A przeciez nie moge wymagac od innych zeby nie jedli bo ja mam problem. u mnie zdecydowanie przeważały i przeważają zapalniki sytuacyjne - w tych trudnych momentach każdy produkt, nieważne jaki, mógł być zapalnikiem. każdy był równie dobry. a co do stosunku "ja - jedzenie -inne osoby" - zachowania różnych osób często utrudniały mi zdrowienie, inne natomiast ułatwiały i ułatwiają mi ją. w obu sytuacjach czuję jednak dyskomfort - uzależnienie od jedzenia jest moją chorobą i to ja muszę się sobą zajmować. dla tego też (choć czasem z żalem) staram się nie liczyć w żaden sposób na innych, ani też nie wymagać od nich pomocy czy zrozumienia mojej choroby. wierzę, że moje poddanie się Sile Wyższej, chęć zdrowienia, narzędzia AŻ oraz lata upadków, a później powolnego zdrowienia stanowią dla mnie wystarczającą podstawę, do samodzielnego zatroszczenia się o siebie w trudnych sytuacjach. inna sprawa, że będąc na własnym terenie (np. w moim mieszkaniu) mam prawo i możliwość zapobiegać pewnym sytuacjom - zapalnikom. w materiałach AŻ czytałem wielokrotnie, że na drodze zdrowienia trzeba być gotowym na różne wyrzeczenia - w tym porzucenie kontaktów z niektórymi osobami, zaniechanie życia towarzyskiego na jakiś czas... nie wiem, na ile ja się wyrzekałem różnych rzeczy, czy było tego dużo czy mało - wiem natomiast, że nie zrezygnowałem np. z różnych imprez okolicznościowych, choć stanowiły dla mnie zapalnik. w takich sytuacjach wystarczał mi dobry plan, przygotowane odpowiedzi na "zaczepki" innych i nastawienie - starałem się nie zakładać z góry, że i tak będzie zbyt ciężko i na pewno się objem. z czasem pomagała mi też świadomość zalet mojej abstynencji i ich przewagi nad wadami - dzięki temu ja sam wierzyłem, że warto trzymać abstynencję i namowy innych osób na mnie już nie skutkowały - ta presja nie była już silniejsza ode mnie. dla mnie abstynencja, to sposób odżywiania na całe życie. "diety" takie nie były, ponieważ polegały na wyrzeczeniach, a tak nie potrafiłem żyć. dla tego moja abstynencja musiała być skrojona na miarę - zaspokajać moje wszelkie potrzeby, tak bym nie miał już więcej poczucia krzywdy. to jest u mnie warunek, dzięki któremu chcę trwać w abstynencji i jestem w stanie to robić. to daje mi również siły do samodzielnego stawiania czoła trudnym sytuacjom jedzeniowym, bez oglądania się na innych. nie twierdzę, że jest wtedy łatwo - ale istnieje przynajmniej obiektywna możliwość. | |
| JEDZENIE KOMPULSYWNE | |
Witajcie. Zastanawiałam się, gdzie umieścić ten wątek, brałam pod uwagę też opcję tematów, hm... emocjonalnych, ale stwierdziłam, że problem ten dotyczy także wagi, sylwetki, dbania o ciało... TEORIA. Jedzenie kompulsywne (Kompulsywne obżeranie) - zaburzenie odżywiania polegające na spożywaniu dużych ilości pokarmu w niekontrolowany sposób, bez odczuwania fizycznego głodu. Określane także jako "uzależnienie od jedzenia". Charakterystyka Wspólnym mianownikiem zachowań, składających się na jedzenie kompulsywne, jest okresowe występowanie napadów niekontrolowanego jedzenia, których podłożem są przyczyny emocjonalne, nie zaś rzeczywiste uczucie głodu. Do typowych symptomów należą: * okresowa utrata kontroli nad ilością spożywanego jedzenia, * jednorazowe spożywanie zbyt dużych (w stosunku do osoby odżywiającej się normalnie) ilości pożywienia, * podczas napadów - spożywanie posiłków w sposób wyraźnie szybszy niż podczas normalnego jedzenia, * spożywanie pokarmów aż do wystąpienia przykrych objawów przejedzenia, * jedzenie w samotności, celem uniknięcia wykrycia zaburzenia - uczucie wstydu i winy, występujące po napadzie. Częstym następstwem kompulsywnego jedzenia są nadwaga i otyłość. Podłoże psychologiczne. Charakterystyczne dla opisywanej przypadłości jest tzw. "zajadanie problemów", polegające na tym, że osoba tłumi w ten sposób emocje i rozładowuje stres. Dochodzi do sytuacji, w których automatyczną reakcją na stan podwyższonego napięcia czy lęku staje się jedzenie, które wydaje się pełnić rolę "narkotyku" pozwalającego zapomnieć o nieprzyjemnych przeżyciach, uczuciach czy ważnych decyzjach do podjęcia. Po sesjach kompulsywnego obżarstwa osoba odczuwa często poczucie winy spowodowane nie tylko samymi napadami, ale także wynikającymi z nich problemami natury zdrowotnej, takimi jak nadwaga czy otyłość. Tyle teoria... Praktyka jest znacznie bardziej dotkliwa... Na jednym z blogów spotkałam się z określeniem " czarnej dziury", która pojawia się z różną częstotliwością. Z autopsji wiem, że ta "czarna dziura" zawsze ma argument, aby się ujawnić: zmęczenie, nuda, smutek, znużenie, chandra, lecz również radość, zadowolenie... Każdy pretekst dobry, aby się najeść... Nie. Nie do syta. To normalne u zdrowej osoby. Osoba chora je do momentu aż: SKOŃCZY SIĘ JEDZENIE. Potrafi pochłonąć takie ilości żywności wszelkiej, które w normalnych warunkach przyprawiają o mdłości. Może jeść kilka godzin non stop. To nie jest zwykłe łakomstwo, choć leży ono gdzieś na początku tej fatalnej drogi. W całym procesie jedzenia nagle okazuje się, że nie liczy się już jego JAKOŚĆ. Zapomnienia jakie daje nie można porównać do niczego innego. W istocie jedzenie kompulsywne nazywane jest słusznie nałogiem. Trudniej się z niego wyleczyć, gdyż nie można przecież całkowicie "odstawić" jedzenia. Jestem kompulsywna. Chcę z tym walczyć, ale jak każdy potrzebuję wsparcia. Nie wiem, czy trafiłam na dobre forum, ale bardzo lubię Was podczytywać :-) Poza tym musiałam się wreszcie z kimś podzielić.... i stąd ten temat. Pozdrawiam. | |
| dlaczego nie kocham sam/ej/ego siebie??? | |
Hm...miśko, w bulimii (generalnie, w zaburzeniach jedzenia) głównym problemem nie jest sama chęć schudnięcia. Owszem, osoby chore na ed chcą schudnąć, ale nie wszystkie osoby, które chcą schudnąć, mają ed. Są osoby, które mają problemy z zaakceptowaniem swojego ciała, chcą schudnąć i mają z tym kłopoty - i to te kłopoty związane z nieumiejętnością dojścia do "wymarzonej sylwetki" są dla nich źródłem cierpienia. Ale to nie jest zaburzone odżywianie (raczej zaburzony obraz siebie - ocenianie swojej wartości na podstawie wagi/ wyglądu). Tym się właśnie różni ed od innych zaburzeń. Bulimiczka nie wyjdzie ze swojej choroby (zaburzeń, jak zwał tak zwał), jak tylko dojdzie do celu, do wagi, którą sobie ustaliła. I to są wręcz podstawy wiedzy, które osoba chora powinna mieć, żeby móc efektywnie pozbyć się tego problemu. Dobrze to napisała bulinka: "zajadanie smutkow slodyczami i kluseczkami". Podobnie jest z osobami otyłymi, które mimo iż chcą schudnąć, tak właśnie postępują. Podstawową różnicą jest jednak to, co dzieje się potem. Bulimiczka łapie się różnych sposobów, by "pozbyć się" pochłoniętego pokarmu, to się ładnie nazywa "zachowania kompensacyjne" (nie są to oczywiście tylko wymioty), i wtedy właśnie osoba zostaje złapana w pułapkę . Świadomość tego, że w jakiś sposób będę mogła "poszaleć" a potem zmniejszyć tego konsekwencje jest samonapędzającym się mechanizmem... I tak osoba uzależnia się od tego zachowania. Uzależnia - wydaje mi się, że to dobre słowo. Tutaj już widać, że problem "nie mieszczę się już w ciuchy rozmiar 36" schodzi na dalszy plan. Bo załóżmy, że osobie chorej na bulimię w jakiś sposób uda się dużo schudnąć. Ale czy utrzyma tę wagę? Dziewczyny, które chorujecie, powiedzcie szczerze, jak długo ( i czy w ogóle) udało Wam się utrzymać wymarzoną wagę?... Pytanie było retoryczne, Wasza obecność tutaj sama w sobie jest odpowiedzią. W bulimii (i każdym innym ed) podstawowym zadaniem terapeutycznym jest rozpoznanie i wyleczenie problemów, które powodują uzależnienie od jedzenia Bo problemy te nie znikną, jakkolwiek zajeb***e ciało by się miało... W dzisiejszych czasach otyłość też zaczyna być traktowana jak problem natury psychicznej. Można chyba powiedzieć, że osoba otyła (nawet nie tyle z lekką nadwagą, co rzeczywiście otyła) też ma "zaburzenia jedzenia", bo jedząc właśnie kompensuje sobie podły nastrój. Ale jest to problem zgoła inny niż bulimia. No popatrzcie chociaż na bulinkę!! (nie bij, proszę ) Widziałyście jej zdjęcia, niesamowicie atrakcyjna babka No ale co z tego... jeżeli chora. Ładna, szczupła i ...chora. Jak tysiące innych bulimiczek. Objadanie się i zwracanie jest mechanizmem o bardzo skomplikowanym podłożu, którego nie da się sprowadzić do zwykłej "chęci schudnięcia". Ale się rozgadałam ... Ale myślę, że to temat warty przedyskutowania. | |